| Szukanie mieszkania jest jak bitwa |
|
|
|
| piątek, 13 sierpnia 2010 07:38 |
|
Wrzesień kojarzy się z dwiema rzeczami: poprawkami egzaminów i gorączkowym poszukiwaniem dachu nad głową. Osoby, które mają zagwarantowany akademik, śpią spokojnie, jednak blisko połowa z dwóch milionów studentów musi do października wynająć mieszkanie lub pokój. Jak szybko znaleźć własny kąt i nie wywalić pieniędzy w błoto? Przeczytaj. Warto, bo dzięki temu możesz uniknąć wielu kłopotów. Wynajem pokoju, o ile lokal nie został polecony, zawsze wiąże się ze sporym ryzykiem. Nie każdy będzie się czuł komfortowo, mając za ścianą wścibską staruszkę lub surowego ojca wielodzietnej rodziny, skrupulatnie liczącego zużycie prądu i wody. – Na pierwszym roku mieszkałem na stancji. Wytrzymałem dwa miesiące – wspomina Mariusz Kosmala z Sochaczewa, który od trzech lat studiuje w Łodzi. – Mieszkałem ze starszym małżeństwem. Zrobili mi straszną awanturę za to, że wykąpałem się w wannie. Mogłem tylko brać prysznic. Miałem też zakaz przyprowadzania kolegów – wspomina. – Na szczęście zwolniło się miejsce w akademiku, z radością się tam przeprowadziłem. Nie wszyscy studenci mają jednak tyle szczęścia co Mariusz. Większość nie ma co liczyć na miejsce w akademiku. DS-y mają tylko 144 tysiące miejsc, a studentów uczących się w miastach, z których nie pochodzą, jest milion. Zatem wybierając mieszkanie, trzeba przyjrzeć się kilku ofertom i zwrócić uwagę na wymagania właścicieli. Ludzie i tak obawiają się mieszkać ze studentami. Powód? Bujne nocne życie młodzieży, imprezowanie i nieterminowe płacenie. Dlatego z pomocą studentom ruszyli... księża. W sierpniu prosili wiernych, aby wynajmowali pokoje za rozsądną cenę. – Jeśli apeluje się z ambony, to zaufanie jest większe – mówi ksiądz Robert Korbik z Poznania. Czasem oferują nawet pokoje za darmo. – W zamian chcą tylko, aby im zrobić zakupy lub posprzątać – opowiada ksiądz Dariusz Denuszek, duszpasterz z Zielonej Góry, który ogłoszenia o pokojach do wynajęcia wywiesza u siebie w kościele. Taka oferta jest nie do pogardzenia, zwłaszcza jeśli porówna się ją z cenami wynajmu lokali w dużych aglomeracjach, takich jak Warszawa, Kraków, Gdańsk lub Wrocław. Jak wynika z raportu przygotowanego przez serwisy Szybko.pl i Expander, w II kwartale tego roku w tych miastach za kawalerkę trzeba było zapłacić miesięcznie ponad 1000 złotych, w dzielnicach zaś położonych blisko centrum lub dobrze z nim skomunikowanych nawet kilkaset złotych więcej. Rekordowa pod tym względem jest Warszawa. Student, który zechciałby wynająć jednopokojowe mieszkanie na Ochocie, Żoliborzu, w Śródmieściu lub na Ursynowie, musiałby wysupłać z kieszeni średnio 1500 złotych. Ale w stolicy nawet pokój na stancji kosztuje od 700 do 900 złotych, dwa razy drożej niż w innych miastach! Łatwiej mają słuchacze w Olsztynie, Toruniu, Bydgoszczy lub Łodzi. Tam wynajęcie kawalerki to wydatek 800–900 zł miesięcznie. – Cena wynajmu kawalerki jest po prostu zabójcza – żali się Mariusz Kosmala i dodaje: – Trzeba nieźle zarabiać już na studiach, by sobie na nią pozwolić. Niestety, ceny, które i tak są koszmarnie wysokie, zwykle we wrześniu skaczą jeszcze do góry. I to o blisko 15 procent. Windują je sami studenci, rozpoczynając gorączkowe poszukiwania własnego kąta przed nowym rokiem akademickim. Dlatego tańszym wyjściem może okazać się wynajęcie czegoś większego. W dwu- lub trzypokojowym mieszkaniu można mieszkać ze znajomymi i dzielić się kosztami. Jak tutaj kształtują się ceny? Podobnie jak w przypadku kawalerek, zależą one od regionu Polski. Znów najdrożej jest w wielkich miastach, w których miesięcznie trzeba wysupłać z kieszeni od 1700 złotych za dwupokojowe mieszkanie, za trzy pokoje zaś co najmniej 2000 złotych. W Bydgoszczy, Szczecinie lub Rzeszowie za podobne lokum zapłacimy 600–700 złotych mniej. – To są wszystko średnie ceny, które często nijak się mają do rzeczywistości – mówi Mirek Wróbel, który po miesiącu poszukiwań właśnie znalazł mieszkanie. Mirek studiuje na Politechnice Warszawskiej, zależało mu na lokalu w centrum miasta. – Szukałem czegoś na starszym, niestrzeżonym osiedlu z wielkiej płyty, bo jest tam znacznie taniej. Jednak nie trafiłem na nic ciekawego – opowiada. – Ścisłe centrum odpadało, tam wołali grubo ponad 3000 za trzy pokoje! Kolega znalazł wreszcie mieszkanie na Ursynowie, za 2500 złotych. Też trzy pokoje, dlatego zaproponował mi, aby tam zamieszkał. Centrum to wprawdzie nie jest, ale metrem dojadę pod samą uczelnię – cieszy się. – Gdyby nie ta propozycja, to chyba zdecydowałbym się wkońcu na którąś z podwarszawskich miejscowości, na przykład Józefów albo Piaseczno. Jest stamtąd dobry dojazd do Warszawy, a za fajne dwupokojowe mieszkanie płaci się mniej więcej 1600 złotych – stwierdza Mirek. W jaki sposób najlepiej wynająć mieszkanie? – Kolega monitorował ogłoszenia na serwisie społecznościowym i tam pojawiła się ta oferta – mówi Mirek. – Ja też nie chciałem korzystać z pośrednictwa żadnych agencji. Bałem się, że ktoś mnie oszuka. Znajomy zapłacił kiedyś trzy stówy i dostał kilka adresów, które były nic niewarte – wspomina. – Ta osoba musiała trafić nie na licencjonowanego pośrednika, tylko na firmę sprzedającą adresy – mówi Anna Brzozowska-Filipowicz ze stołecznego wydziału Miejskiego Rzecznika Konsumenta. – Takich pseudopośredników należy unikać. I nigdy, przenigdy, nie płacić im z góry. Problem w tym, że usługa dobrej agencji kosztuje. I to słono. Jednorazowa prowizja za pośrednictwo waha się od 50 do 100 procent miesięcznego czynszu. Do tego trzeba doliczyć jeszcze VAT. – To niemało – zgadza się Anna Brzozowska-Filipowicz. – Jednak wtedy mamy pewność, że nikt nas nie oszuka i znajdzie nam takie mieszkanie, które spełni nasze oczekiwania – przekonuje. Ale wielu studentów woli te pieniądze zaoszczędzić. Lokali szukają na własną rękę, rozwieszając ogłoszenia w wybranej okolicy lub przekopując się przez serwisy internetowe – Otodom.pl, Gratka.pl, Gumtree.pl, Domiporta. pl lub Trade.pl. Wybór jest ogromny, ale też można się naciąć. Taką nieprzyjemną przygodę przeżyła Kasia Kisielska, studentka anglistyki. – Z moim chłopakiem i jeszcze jedną koleżanką wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie w centrum Warszawy. Mieliśmy zająć większy pokój, a koleżanka mniejszy. Czynsz i opłaty po równo. Przez pierwsze tygodnie było super, jednak pewnego wieczora w drzwiach pojawił się pijany facet, który krzyczał, że jest właścicielem i mamy stąd się wynosić. Byłam w szoku. Jak się okazało, umowę podpisaliśmy z konkubiną właściciela mieszkania. Cóż, popełniliśmy kardynalne błędy przy spisywaniu umowy – mówi. Jak zatem powinna wyglądać dobrze skonstruowana umowa? – Umowa jest podstawą do ewentualnych roszczeń. Dlatego bezwzględnie powinna zawierać pełne dane właściciela nieruchomości – uważa Karolina Gutkowska z agencji Szybko.pl. Dobrze, gdyby można je było zweryfikować, na przykład porównując z umową notarialną nieruchomości. Ponadto w umowie muszą być podane terminy płatności, z wyszczególnieniem, jakie opłaty są wliczone w czynsz, a jakie trzeba opłacać poza nim, okres wypowiedzenia umowy oraz informacja o wysokości kaucji i warunkach jej zwrotu. Zdaniem Karoliny Gutowskiej, jeśli decydujemy się na wynajęcie mieszkania w kilka osób, to lepiej, aby w dokumencie figurowały nazwiska wszystkich najemców. – Wówczas za ewentualne szkody będzie odpowiadać osoba, która je wyrządziła – mówi. Warto zweryfikować także tzw. koszty licznikowe. Jak to zrobić? – Można poprosić właściciela o ostatnie rachunki za wodę i ogrzewanie. Ma to istotne znaczenie przy indywidualnym ogrzewaniu mieszkania i może znacząco podrożyć koszty wynajmu – mówi Gutowska. Inną ważną rzeczą, o której zapominają studenci podczas podpisywania umowy, jest protokół zdawczo-odbiorczy. Określa on stan lokalu i jego wyposażenie. – Stanowi też zabezpieczenie przed ewentualnymi roszczeniami właściciela, i co za tym idzie, zwrotem kaucji – wyjaśnia Karolina Gutowska. Kaucja zwykle równa się wysokości miesięcznego czynszu. Dlatego trzeba dokładnie obejrzeć mieszkanie, wpisując wszelkie usterki do protokołu. W ten sposób nikt nie zostanie obciążony kosztami napraw sprzętów, które już przed wprowadzeniem były uszkodzone. Po podpisaniu protokołu i umowy można ze spokojnym sumieniem się wprowadzać. Październik już blisko, więc do dzieła. źródło i foto: nauka-studia.dlaczego.com.pl |